Z życia Meksa # 4: Jak nie wyprowadzać się od byłego

Poprzednio:

Z życia Meksa # 3: Rozstanie

Dzień po rozstaniu byłem w wyjątkowo słabej formie. Miałem mega kaca, nie mogłem nic jeść, a podczas zdenerwowania słyszałem podejrzane „pykanie” w prawym uchu. Z tego względu, że ciśnienie miałem podniesione prawie cały czas to podejrzany dźwięk słyszałem cały czas. Ten stan miał być początkiem mojej nietypowej przygody z pewną, panią laryngolog, o której wspomnę już niedługo. Szczęśliwie, odwiedziła mnie siostra i przynajmniej nie musiałem szukać zajęcia na noc, by jakoś  zabić myśli. Gdy przyjechała, zachowywałem się jak zagubione dziecko szukające towarzystwa. Chciałem cały czas z kimś rozmawiać. I to do tego stopnia, że pokazywałem jej wszystkie wizytówki moich klientów, po kolei opowiadając o każdym z nich. Ten stan utrzymał się przez długie tygodnie. Starałem się odzywać do każdego: ludzi w windzie, na osiedlu, w autobusie. Brakowało tylko żebym zaczął gadać z psami.

Siostra miała dodatkowo robić za świadka podczas odbioru rzeczy przez moją byłą. Widząc jakie oskarżenia padły z jej ust o rzekomym pobiciu, wolałem mieć przy sobie kogoś kto mógłby potwierdzić moje słowa. Po 20ej odezwała się Ewka z informacją, że chciałaby zabrać swoje rzeczy. Weszła z dwójką ludzi, kobietą i mężczyzną, których pierwszy raz na oczy widziałem. Koleś miał kaburę z bronią, a otyła babeczka cały czas nawijała o tym czy jakiś koleś ma jutro służbę. Ze względu na to, że rodzina Ewki była lekko powiązana z mundurowymi to nie trzeba mieć doktoratu, by zrozumieć, że zabrała ze sobą policjantów. Cyrków ciąg dalszy. Aż się prosiło, by z pianą w zębach, wyskoczyć na towarzystwo. Zachowywałem się jednak bardzo spokojnie, z chłodnym wzrokiem zerkając na ex, gdy jej spojrzenie przypominało bardziej wystraszonego kota. Samo nasłanie na mnie policji (już po raz drugi) pozwoliło mi szybko otrzeźwieć po tym związku. Nagle zrozumiałem z jakim typem kobiety miałem do czynienia i cieszyć, że to się stało teraz niż gdyby taka sytuacja miała się wydarzyć po ślubie. Niestety, nie zabrała wszystkich rzeczy, a to oznaczało jeszcze kolejne przejścia.

 

stockvault-crossing-road-grunge-sign---heart-strick134792Za drugim razem już nie było tak spokojnie. Po raz drugi miała się pojawić w sobotę o 8:00. Specjalnie z tego powodu wstałem wcześnie i pojechałem dwie dzielnice dalej po kumpla, który miał robić za świadka, a tymczasem ona się nie pojawiła… Z perfidnym głosem zadzwoniła do mnie z pretensjami, że dobijała się do domofonu i jej nie otworzyłem, a teraz już musi wracać. Było kilkanaście minut po ósmej. Tym razem już nie wytrzymałem i wybuchnąłem. Zaczęła się między nami ostra wymiana zdań. Zluzowałem dopiero jak zobaczyłem spojrzenie kumpla, delikatnie informujące mnie, że powinienem spauzować.

 

– Gdzie ona właściwie teraz pracuje? – Spytał się po zakończonej rozmowie.

– Dwa kilometry stąd.

– To może zapakujemy jej graty i je tam zawieziemy?

 

Gdy lekko ochłonąłem, zgodziłem się z propozycją i przewieźliśmy jej rzeczy, by jak najszybciej zakończyć całą farsę. Oczywiście, nie zastaliśmy tam głównej bohaterki całego zamieszania.

– Ciekawe co ona nagadała tym babeczkom. Te fryzjerki patrzyły na Ciebie jak na największe zło. – Zauważył kumpel po zakończonej akcji chwilę po tym jak udało się mu wyciągnąć mnie na Maca.

– Nie zwróciłem uwagi. Nie interesuje mnie to.

– Co bierzesz.

– Nie jestem głodny.

– Musisz coś zjeść, ja stawiam. Czemu, kurwa, w tej ofercie śniadaniowej nie ma normalnych hamburgerów?

– Nie mam pojęcia.

– Robisz coś jutro? Moja szkoła salsy ma pokazy. Będą fajne dziewczyny.

I tymi słowami zaczęła się moja przygoda z Salsą.

Pół roku później

Siedziałem sobie z pewną blondyną w pijalni czekolady Wedla kiedy ją zobaczyłem… Nie, to nie była Ewka.  Była to jej najlepsza kumpela, która skutecznie starała się uprzykrzać mi życie, ciągle podpuszczając na mnie moją byłą. Każdy facet to pewnie dobrze zna i wie, że nie ma nic gorszego niż potwór zwany „najlepszą przyjaciółką dziewczyny”. Okazało się, że ta wariatka pracuje tam jako kelnerka.

 

– Ty tu pracujesz? – spytałem zaskoczony
– Tak, widzę, że nie próżnujesz.
– Nic ci do tego. Dzięki za życzenia śmierci.
– Należało ci się. Ewka miesiącami płakała i przeżywała rozstanie z tobą.
– Sama sobie zasłużyła.
– Każdy ma swoją wersję historii.
– Nie drążę już tematu. – Odpowiedziałem, a obawiając się dodatku śliny w zamówieniu, dodałem do blondyny. – Wychodzimy.

To drobne zajście na szczęście nie zepsuło mi randki, a wieczorem wylądowaliśmy w łóżku blondyny zmieniając rewiry w kierunku Mokotowa. O życzeniach śmierci będzie jeszcze okazja wspomnieć w przyszłości.

Ciąg dalszy nastąpił…

Z życia Meksa # 5: Pani Doktor

Jak zawsze, zachęcam do odwiedzenia portali społecznościowych:
fb_icon_325x325pinterest_1475538227_280instagram_askomputer