chat

Cyśkę poznałem trzy dni temu. Siedziała sobie na przystanku autobusowym przy Bitwy Warszawskiej. Z tego względu, że jej piersi były mocno imponujące, uznałem, że nie mogę przejść bez zaczepki. Czytanie książki, którą Tryl podarował mi w dniu zerwania zaręczyn, lekko mnie zmotywowało do zagadywania płci przeciwnej. Rozpocząłem rozmowę najbardziej wyrafinowanym tekstem jaki wtedy znałem:

15864-a-teen-girl-texting-while-driving-pv

– Cześć. Słuchaj piszę artykuł na bloga na temat tego jak dziewczyny spławiają facetów, którzy zaczepiają je na ulicy. Pozwolisz, że zajmę ci chwilę?

– Eeee… co?

– Mam powtórzyć?

– O co ci chodzi?

– Noo.. Mam blog i…- Kontynuowałem już lekko zestresowany. Wydawało mi się, ze nie chce ze mną gadać i zaraz mnie przepędzi. – Pytam się ładnych dziewczyn jak reagują na podrywanie na ulicy?

– Uważasz, ze jestem ładna?

– Tak, zajebista.

– Ile masz lat?

– 28. A ty?

– 18. – Skłamała. Później się okazało, że siedemnaście.

– To jeszcze licealistka jesteś. – Okazało się, że zawodówka.

– Co ci się stało w twarz? – Wskazała na moją opuchliznę.

– Wypadek w pracy… – Mimo okazałego lima, rozmowa jednak potoczyła się na tyle dobrze, że dwa dni później się umówiliśmy. Całe spotkanie trwało jedynie 40 minut, ponieważ podczas spaceru zadzwonił telefon:

– Kurwa, mój stary dzwoni.

– I co?

– Wybacz. Muszę wracać do domu. Z moim starym nie ma żartów. Jak każe wracać to nie ma przebacz. Pierdolony…. – Spojrzała na mnie. – Przepraszam. Nie bądź zły. Wynagrodzę ci.

Wynagrodzić miała szybko, bo już następnego dnia. Zszedłem na dół, ponieważ jej ptasi móżdżek nie pozwalał jej odnaleźć drogi do mojego bloku.

 – To co się stało? – Zapytałem

– Stary mnie wkurwił i nawiałam.

Mając wtedy jeszcze w głowie, że jest pełnoletnia odpowiedziałem.:

– Dobra, chodź.

Gdy weszliśmy do bloku, zwróciłem uwagę na skrzynkę pocztową o numerze 13. Była rozwalona. Drzwiczki były oderwane. Zapewne ktoś musiał się nieźle mocować łomem, by tak sobie z nią poradzić.

 – To twoja skrzynka? – Zapytała Cyśka?

– Nie. – Odrzekłem, prowadząc ją na schody. Weszliśmy na pierwsze piętro i bez słowa otworzyłem drzwi oznaczone numerem „13”.

Wszedłem do łazienki, opłukując twarz i myśląc nad tym co wydarzyło się kilka dni temu w Andrzejki. Gdy pijany, późnym wieczorem wróciłem do mieszkania, kilka minut po uwaleniu się w swoim łożu, usłyszałem dzwonek do drzwi. Wyjrzałem przez wizjer i nikogo nie widziałem. Tymczasem dzwonek w dalszym ciągu dzwonił. Zgarnąłem więc młotek do rozbijania kotletów i otworzyłem drzwi…

Ostrożnie wyjrzałem za futryny i… nie zobaczyłem nikogo. Znalazłem za to zerwaną klapkę od włącznika dzwonka. Natomiast sam przełącznik był zakleszczony spinką w taki sposób, by był cały czas uruchamiać sygnał dźwiękowy. Położyłem się spać, jednak nie dane mi było zaznać spokojnej nocy. Co najmniej kilka razy budził mnie domofon. Po podniesieniu słuchawki, oczywiście nikt się nie odzywał. Sfrustrowany, postanowiłem około 3:00 nad ranem wyjść przed osiedle zobaczyć kto próbuje doprowadzić mnie do szewskiej pasji. Uzbrojony w ten sam młotek wyszedłem tylnym wyjściem. Powoli obszedłem osiedle, jednak nie spotkałem nikogo poza sąsiadem, który nerwowo wypalał papierosa. Zagadał do mnie:

 – Ciężka noc?

–  Taa…

Mocno zmęczony i niewyspany, postanowiłem sobie zrobić następnego dnia, wolne. Kolejny raz. Już nie wiedziałem w sumie, który to już raz z kolei w ciągu ostatniego miesiąca robię sobie wolny dzień. Najpierw przeleżałem kilka chwil pod kołdrą, wychodząc tylko raz do kuchni po płatki z jogurtem i owocami. Czas umilała mi dwudziesta seria Simpsonów. Homer jak zwykle w formie.

homer

Nie wiadomo kiedy, nastała godzina 12:00. Uznałem, iż pora zrobić coś pożytecznego z tego dnia i wybrać się na siłownię. Akurat ta decyzja, a następnie akcja polegająca na zapakowaniu sprzętu do torby i udaniu się samochodem do klubu fitness przyszła mi dosyć łatwo. Podobnie jednak jak z pracą, tak i ćwiczenia nie przychodziły mi tak lekko. Po kilku minutach pedałowania, wybrałem się do recepcji, by zapytać czy odbywają się teraz jakieś ciekawe zajęcia. Uzyskałem odpowiedź, że za kilkanaście minut startuje Krav Maga i nie trzeba mieć żadnego sprzętu.

Zadowolony popedałowałem jeszcze chwilę na rowerku, po czym udałem się do sali na zajęcia. Jako, że wcześniej już kilka lat chodziłem na „Kravkę” to raczej nie spodziewałem się większego zaskoczenia. Tymczasem, okazało się, że zajęcia były niezwykle wymagające, a wycisk jaki nam zaserwował trener był naprawdę imponujący. Po półgodzinnej rozgrzewce, która spowodowała u mnie lekki zanik mięśni, przyszła pora na gwóźdź programu, czyli obrona przed napastnikiem, leżąc. Na początku wszystko przebiegało pomyślnie. Kładę się i bronię przed kolegą w parze. Później zmiana i to ja atakuje. Po kilku zmianach, leżałem stabilnie z dużą pewnością siebie kontrując ciosy przeciwników. Nie spodziewałem się jednak jednej rzeczy. Około 120 kilogramowego gościa, który podskakiwał za moją głową atakując swojego kolegę w parze. Typ ten okazał się tak niezręczny, iż machając nogami strzelił mi kopa z buta o rozmiarze co najmniej 45, prosto  w moją twarz. Poczułem mroczki przed oczami, typ mnie zaczął przepraszać, a trener złapał mnie za rękę i wyprowadził na korytarz. Ostatnio mam zajebiście, szczęśliwy okres.

 – I tak właśnie oberwałem w twarz.

– Łaaaa. Ćwiczysz sztuki walki? – Otworzyła szeroko buzię i oczy Syśka.

– Tak. Podoba mi się jak otwierasz buzię. – Wstałem z krzesła i zdjąłem spodnie. – Proponuję byś coś z tym podziałała. – Wskazując na penisa w pełnym wzwodzie.

– Co ty robisz?! Za kogo mnie masz?

– Przestań. Myślisz, że tak po prostu zaprosiłem Cię, byś sobie przenocowała? – Odpowiedziałem, jednocześnie przybliżającą ręką jej głowę w kierunku mojego ptaka. Złapała go ostro ustami wsadzając głęboko po samo gardło.


– Ty śpisz w tym pokoju. – Rzuciłem jej koc na wersalkę.
– Jak to? Nie będziemy spać w jednym łóżku?- Nie. – Odpowiedziałem i wyszedłem do swojego pokoju. Zajrzałem jeszcze przed snem na telefon, by zobaczyć ostatnie powiadomienia. Z maila o nic nie mówiącym mi adresie otrzymałem poniższą wiadomość:


NIENAWIDZĘ CIĘ! MASZ GDZIEŚ WSZYSTKICH LUDZI! NAUCZ SIĘ ICH SZANOWAĆ! POWODZENIA W TWOIM ZEPSUTYM ŻYCIU! PRZYKRO MI, ALE ŻYCZĘ CI ABYŚ ZDECHŁ. RADZĘ PRZYJĄĆ TO DO WIADOMOŚCI I NIE REAGOWAĆ NA TĄ WIADOMOŚĆ! OGLĄDAJ SIĘ ZA SIEBIE!

 

CDN…

Jak zawsze, zachęcam do odwiedzenia portali społecznościowych:
fb_icon_325x325pinterest_1475538227_280instagram_askomputer
Close