24 marzec 2016

Siedzę w biurze, popijając Yerba Mate i z tęsknotą zerkam na piękny, słoneczny dzień. Niestety przerwa nie wchodzi w grę, bo obecnie mam wyjątkowo napięty harmonogram. Poza pracą, mam jeszcze na głowie szukanie mieszkania. Dokładnie za 7 dni muszę się wyprowadzić, a dalej nie mam jeszcze przyczółka. W ostateczności wykorzystam mój plan ratunkowy, czyli przeniosę się na kilka dni do rodziców. Wtedy to już będę miał pełną motywację, by sobie coś znaleźć. Plus w mieszkaniu z rodzicami będzie taki, że codziennie będzie czekał na mnie gotowy obiadek, trawka na działeczce za oknem, a poświęcenie trochę ponad pół godziny na dojechanie do Warszawy również nie jest straszne. W końcu, często żeby wyskoczyć z jednego punktu miasta do drugiego trzeba liczyć się z co najmniej godzinną wyprawą. I oczywiście, dzięki poprawiającej się pogodzie można spodziewać się w najbliższym okresie rozpoczęcia nowego sezonu naszego sportu narodowego, czyli grilowania.

Tymczasem w temacie poszukiwania mieszkania trwa ostra batalia. Z przerażenie stwierdzam, że od czasu mojego ostatniego poszukiwania, ceny poszybowały ostro w górę. Za wynajęcie dwupokojowego mieszkanka w okolicy Ochoty lub Mokotowa trzeba liczyć się z wydatkiem w granicach 2300 – 2500 zł. Pytanie czy ktoś spadł z hu… śtawki? Oczywistym faktem jest, że w tym momencie zdecydowanie bardziej opłaca się jednak zakontraktować i podpisać cyrograf z bankiem o kredyt. Pewnie niektórzy się zaczną bulwersować, że to kula u nogi, ograniczenie wolności i związywanie się na całe życie z korporacją, jednak dla mnie są to zwykłe wymówki. Prawda jest taka, że kupno mieszkania nie związuje nas na całe życie z konkretnym miejscem. Taką nieruchomość można spokojnie w przyszłości wynająć lub sprzedać. Sam bym w tym momencie wszedł w pożyczkę gdyby nie to, że mam pewne plany inwestycyjne i najzwyczajniej w świecie, wolę przeznaczyć swoją gotówkę niż ją mrozić w wkładzie własnym. Jednocześnie nie chcę polegać na minimalnym wkładzie, bo pomimo tego, że nie obawiam się kredytu to jednak wolę wejść w kupno z jak największą gotówką, by rat było później jak najmniej.

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy może sobie pozwolić na takie podejście. Ważne jest tu odpowiednie zaplanowanie, systematyczność i jednocześnie oszczędzanie. Gdyby ktoś chciał zapoznać się z moim podejściem do oszczędzania to odsyłam do artykułu:

http://piaskownicameksa.pl/oszczedzanie-i-kontrola-wydatkow/

Pozostaje pytanie, skąd się biorą tak wysokie ceny za wynajęcie mieszkań? Właściciele najwyraźniej się cenią i ostro selekcjonują swoich klientów. Tymczasem moje obecne, mimo usilnych prób i prawie codziennych prezentacji potencjalnym mieszkańcom, od dwóch tygodni pozostaje bez nowego posiadacza. Lokum prezentuje dosyć wysoki standard, a cena według mnie jest naprawdę rozsądna. Zresztą, śledząc obecny rynek dostępnych mieszkań, stwierdzam, że również te nie cieszą się jakimś ogromnym wzięciem.

I wiecie co mnie najbardziej denerwuje w obecnym rynku mieszkaniowym? Traktowanie kawalerek jako mieszkań dwupokojowych. Ileś tam przed urodzeniem, moi rodzice mieszkali w niedużym , 40-metrowym mieszkaniu składającym się z trzech pomieszczeń: pokoju, łazienki i kuchni, która była na tyle duża, że możliwe było wstawienie dodatkowego łóżka, dużego stołu i telewizora. Taki pokój miał wiele zastosowań. Był jednocześnie, kuchnią, jadalnią, salonem do oglądania telewizji oraz sypialnią dla gości. I wtedy takie mieszkanie było uważane za kawalerkę. Według dzisiejszych standardów jest uznawane jako dwupokojowe z aneksem kuchennym. Mimo iż, ma to takie zalety, że w obecnych czasach, stare mieszkanko rodziców awansowało do miana „dwupokojowego” i można je wynajmować za lepszą cenę to jednak, przepraszam bardzo, ale dla mnie jest to zwykła kawalerka. Już nie wspominając o tym, że obecnie mianem M2 jest kwadrat z dziurą na łazienkę, do którego wchodząc od razu jesteśmy w całym mieszkaniu i widzimy wszystko. Ach, faktycznie nasze społeczeństwo się bogaci.

Kolejnym, pięknym „bulszitem” jest wzmianka o garażu. Filtruję sobie mieszkania według kryteriów, które uwzględnia posiadanie garażu. Tymczasem, gdy zaglądam do środka ogłoszeń, często znajduję dopiski w stylu:

– garaż dodatkowo płatny 200 zł,

– niekryte miejsce parkingowe przed budynkiem,

– możliwość wynajmu miejsca parkingowego w prywatnym garażu pod blokiem.

DSC_0131

 

Drodzy Państwo wynajmujący mieszkania, zrozumcie, że jeżeli dodajecie kryterium „garaż” do opisu mieszkania to taki dodatek powinien się faktycznie w umowie wynajmu znajdować. Powinniście posiadać takie miejsce, zamiast odsyłać gdzieś pod blok. Cena główna jaką podajecie powinna już uwzględniać wszystko, zamiast na końcu ogłoszenia wspominać, że konieczna będzie dopłata. Przede wszystkim, zrozumcie, że niekryte miejsce na zamkniętym osiedlu to nie jest parking! Dodatkowo dochodzą jeszcze skandaliczne warunki niektórych mieszkań. Lokale ze standardem PRLu i łóżkami, na których strach usiąść, a co dopiero mówić o przespaniu się. Może się za bardzo czepiam, jednak jak mogę zaufać komuś i podpisać z nim umowę o wynajem skoro już w początkowej fazie, oszukuje i nie potrafi zadbać o swój produkt? Prowadzę własny biznes od czterech lat i trochę już się nauczyłem o prawach rynku. Trzeba inwestować, a jak komuś szkoda pieniędzy na przeprowadzenie remontu to jest zwykłym dusigroszem i z takimi ludźmi w interesy lepiej nie wchodzić.

 
 

Jak zawsze, zachęcam do odwiedzenia portali społecznościowych:
fb_icon_325x325pinterest_1475538227_280instagram_askomputer

 
administrowanie apartamentami warszawa
obsługa nieruchomości

Close