Pracoholizm

Pracoholizm / ZŻM S02E04 /

 

Poprzednio w cyklu Z Życia Meksa:

Z życia Meksa – spis wszystkich odcinków

 

Konrad był gościem, któremu wynająłem mieszkanie. Dosyć długo dochodził do siebie po rozpadzie związku i szukał kogoś przy kim mógłby się wygadać. Jako, że nieźle zarabiał i chętnie stawiał wódkę to raz do czasu spotykałem się z nim na inteligentne rozmowy. Któregoś razu zapytał się mnie jak ja znajduję czas na to, że jestem w stanie codziennie gdzieś spotykać się ze znajomymi, podrywać panienki i jeszcze później chodzić z nimi na randki.

– Nie pracuję. – Odrzekłem uśmiechając się złowieszczo.

– Serio? Przecież mówiłeś, ze masz własną firmę. – Odpowiedział.

– To prawda. Jednak obecnie robię niezaplanowaną przerwę. Po zerwaniu zaręczyn postanowiłem skorzystać jeszcze trochę z życia. Fakt, że trochę mi się ta przerwa przedłuża. To już czwarty miesiąc jak prawie nie pojawiam się w biurze jednak nie mogę się jakoś zebrać. Ciężko mi się skupić na pracy. Najłatwiej mi odciąć myśli gdy piszę teksty na bloga.

– I jak Ty to robisz? Nie musisz kontrolować pracowników? Robią swoją robotę?

– Szczerze to nie za bardzo. Ostatnio już mój wspólnik się wkurwia, że mnie prawie nie ma. Muszę się jakoś zmotywować.

– Wiesz co jest najważniejsze w życiu? – Zapytał nagle.

– Miłość? – Odpowiedziałem.

-Taaa. – Zaczął się rechotać głośno. – Jebać miłość! Najważniejszy w życiu jest cel.

Dalej Konrad powiedział coś co raczej długo będę pamiętał, a dziś wspominam niczym wyrocznię.

– Ja nie wyobrażam sobie życia bez pracy. Widzisz… w przeciwieństwie do Ciebie nigdy nie miałem odwagi zagadać do dziewczyny na ulicy. Dlatego jedyna opcją jest dla mnie internet. A, że już jestem po 40tce to zdecydowanie mniejszy mam wybór. Przyznam, że powoli daję już sobie spokój z dziewczynami. Wolę zadzwonić po laski jak mam ochotę na seks. Zdecydowanie mniej zachodu. Sens w życiu stanowi dla mnie praca. Niektórzy mówią, że jestem pracoholikiem jednak ja zwyczajnie w życiu nie potrafię funkcjonować bez swojej firmy. Codziennie coś się dzieje i to mnie napędza. Każdego dnia jestem czymś zaskakiwany. Nowy klient, nowy projekt, a czasami nowy problem… – Przerwał na chwilę, by z uśmiechem zaczerpnąć drinka. –  Czasami sam z przerażeniem na to patrzę jednak od poniedziałku do piątku z chęcią wstaję po piątej rano. W ciągu dnia robię przerwę na obiad i wychodzę z pracy około 20:00. Największy żal czuję gdy przychodzi piątek. Po 17:00 już nie ma nikogo z pracowników, a ja zostaję sam na kolejne dwa dni. Ech, gdyby tydzień pracy trwał również w sobotę lub niedzielę. To by było piękne.

– Jak to, i nie masz żadnych innych zajęć poza pracą?

– Coś tam mam. Przykładowo, w weekendy chodzę często na szkolenia, konferencje lub networking przedsiębiorców. Zawsze można się coś nowego dowiedzieć. Ciągle staram się rozwijać i inwestować. Robię to jednak dosyć bezpiecznie. Gdybym miał taką odwagę jak niektórzy moi znajomi to pewnie bym teraz pływał na jachcie.

– Tylko wtedy byś nie mógł pracować.

– Hah, też racja. Mimo wszystko, czasami żałuję straconych inwestycji. Mam spory budżet, a często boję się wejść w coś ryzykownego. I w sumie to nie boję się utraty kasy. Bardziej mnie stres zżera na myśl o ewentualnych konsekwencjach. Gdybym stracił wszystko… Firmę… I musiał wrócić na etat. Nużący, pierdolony etat… Gdzie codziennie walczysz ze sobą w łóżku o poranku, by wstać i pójść do jebanej korporacji. A następnie odbębniać te same, powtarzalne zadania… Dramat. Strzeliłbym sobie w łeb.

– Jasne Konrad…

– Nie. Serio. Często nie mogę zasnąć i myślę o różnych rzeczach. Mam 43 lata. Nie mam kobiety, ani dzieci. Jedyna rzecz jaka stanowi moje istnienie to moja pozycja i firma. Bez tego byłbym nikim. Wiem, że w przypadku bankructwa strzeliłbym sobie w łeb…

Na chwilę zabrzmiała cisza, którą przecinały jedynie samochody sunące Grójecką. Znów wróciliśmy do rozmowy. Pogadaliśmy jeszcze trochę. Głównie o zarabianiu pieniędzy. Gdy dokończyliśmy butelkę, pora była się zwijać. Znów nie zdążyłem na tramwaj, więc uznałem, że nie będę czekać na nocny i zamówiłem Ubera. Pod pobliską stację BP zajechała Fiesta z wesołym kierowcą o imieniu… cholera wie jakim. Byłem mocno pijany, więc chwilę z nim pogadałem, a resztę czasu spędziłem na Messengerze odpisując koleżankom. Przyszło też trochę maili, ale kto by się nimi przejmował? Zajrzałem do nich dopiero o poranku. Jednym z nich była wiadomość od największego klienta zatytułowana „Wypowiedzenie umowy”.

– Kurwa!

Jak zawsze, zachęcam do odwiedzenia portali społecznościowych:
fb_icon_325x325pinterest_1475538227_280instagram_askomputer

Na koniec coś dla panów;) Zdjęcie opublikowane za zgodą Nikki C. Jej profil Instagrama znajdziecie w tym miejscu.

dfsafas