Jestem Meks. Witaj w mojej piaskownicy.

Jestem Meks. Witaj w mojej piaskownicy.

Najpierw kawa po północy, a później ruszam przed siebie

Najpierw kawa i pisanie przy stoliku, a później ruszam przed siebie. Czasami z kimś pogadam podczas wędrówki, a innym razem wejdę do klubu przywitać się z bawiącymi tam niewiastami. Zaliczyłem dziś podróż sentymentalną w nietypowym stylu. Sobota, godzina 1:30 w nocy. Siedzę w Macu przy Rotundzie. Jeszcze dwa lata temu przemierzałbym o tej porze Nowy Świat zalany w trzy dupy, przeskakując z jednego klubu do drugiego. Od jakiegoś czasu moja wieczorna rutyna w piątki i soboty wygląda zgoła odmiennie. Zaczynam wieczór od kawiarni. Nigdy nie byłem fanem kawy. Nie dość, że nie porywał mnie smak to w dodatku nie czułem tej energetycznej fali, o której tak wielu fanów czarnego trunku rozpowiada legendy. Jednak podczas spotkania z jednym znajomym dziennikarzem wypróbowałem Americanę. Okazało się, iż nie tylko przyzwoicie smakuje to w dodatku zaskakująco nieźle pobudza. Od tamtego momentu średnia Amerciana jest nieodłącznym źródłem doładowania w sytuacjach gdy niewątpliwie potrzebuję kopa.

Takimi są między innymi, weekendowe wypady. Obecnie jednak wieczory te wyglądają zgoła odmiennie. O ile jeszcze jakiś czas temu priorytetem było wyjść z kumplami na miasto, wypić ile się da i zaczepić maksymalnie dużo dziewczyn ile jesteśmy w stanie, tak teraz wychodzą co jakiś czas, siadam w kawiarni i wyciągam notes, który trzymam za pazuchą, i który stał się od jakiegoś czasu moim nieodłącznym atrybutem. Siadam przy stoliku, otwieram notatnik i piszę. Czasami wpis na ten lub mój drugi blog, a innym razem kolejny rozdział mojej książki. Przeważnie jednak jest to tekst na Piaskownicę.
Warszawa nocą
Dzięki wieczornemu klimatowi przesiąkniętym imprezowym otoczeniu, pojawia się w okolicy sporo ludzi. Jest więc okazja pogadać z innymi. I co najważniejsze, poznać nowe dziewczyny. Wbrew pozorom nie wszyscy są wtedy pijani. Niektórzy przychodzą o tej porze do kawiarni, by poczytać, a inni zsiadają z rowerów, by odpocząć od wieczornej przejażdżki. Zdarzają się nawet osoby, które same z zaciekawieniem pytają co piszę. Na trzeźwo miasto wydaje się wtedy naprawdę inne. Obserwuję inne osoby i przypominam sobie czasy jak sam krążyłem po ulicach upojony wysokoprocentowymi trunkami i nawet nie zauważałem ludzi siedzących za szybami kawiarni, kulturalnie pijącymi kawę. A przynajmniej tam to pamiętam. Nie wykluczone, ze równie dobrze mogłem pokazywać tyłek gościom knajpki.

Najpierw kawa i pisanie przy stoliku, a później ruszam przed siebie. Czasami z kimś pogadam podczas wędrówki, a innym razem wejdę do klubu przywitać się z bawiącymi tam niewiastami. Takie spędzanie sobotnich wieczorów może się wydawać samotne. Czy jednak samotnością jest gdy człowiek czuje się na tyle dobrze z samym sobą, że wybiera właśnie taki sposób na spędzanie czasu? Szczególnie, iż jako facet mający 31 lat na karku czuję się jakbym odpłynął od moich znajomych. Jedni weszli w rodzinne klimaty i z reguły soboty spędzają na zmienianiu pieluch. Natomiast drudzy w dalszym ciągu spędzają wieczory na zalewaniu się w trupa. Do tego ta pierwsza grupa już swoje w małżeństwie przeżyła i często jest już na etapie rozwodów, lub co najmniej kryzysów. Szukają wtedy atrakcji i możliwości wyżalenia się przy kieliszku. Dlatego od pierwszej do drugiej grupy często jest niedaleka droga. Ponadto, w wieku 30 lat znajomi coraz częściej przypominają żałosne pierdoły, które tylko jęczą gdy ich wychujała „druga połowa”. Wtedy przypominają sobie o Tobie. Potrzebują wsparcia i możliwości po marudzenia na związki, szefa w pracy czy polityków.

A ja akurat przez ostatnio rok zrobiłem mocną selekcję znajomych i najzwyczajniej nie potrzeba mi takich osób w otoczeniu. Polecam również Tobie takie podejście. Czasami lepiej jest wyjść samemu i poznać nowe osoby niż trzymać ze starymi, toksycznymi „przyjaciółmi”. A pić tylko z porządnie wyselekcjonowanymi ludźmi. Z niektórymi po prostu nam nie po drodze i trzeba wybrać inną ścieżkę. Nawet z tymi, którzy towarzyszyli nam przy wybieraniu Happy Meal podczas szkolnej wycieczki. Wspominałem już na początku, iż zaliczam podróż sentymentalną? I to nie tylko w kwestii tego jak kiedyś spędzałem sobotnie wieczory. Tym razem, wyjątkowo pijąc kawę w Macu, odwiedziłem miejsce gdy moja klasa zawitała po seansie „Ogniem i Mieczem”. 18 lat minęło od premiery, a ja dalej pamiętam jak podekscytowany obserwowałem w kinie kąpiącą się Helenę. I jednocześnie, jaki byłem rozczarowany tą krótką sceną, w której prawie niczego nie było widać. Przynajmniej hamburger wtedy świetnie smakował. Tylko czemu wycieczki szkolne zabiera się do fast foodów?

Reasumując, tak jak brak zbliżenia na rozebraną Izabelę Scrupco tak również przyjaźnie ze szkolnej ławki potrafią nas rozczarować. Ludzie stoją w miejscu, narzekając i płacząc na okrągło, a nie próbują nic w swoim życiu zmienić. Ja zdecydowanie preferuję poznawania świata na nowo i trochę w innych barwach. Nie bawi mnie powtarzanie tych samych, utartych schematów, które do tej pory do niczego mnie nie zaprowadziły. Wolę wybrać inną drogę. Nawet tak nietypowe podejście jak spędzanie sobotniego wieczora w kawiarni podczas pisania tekstu, zapewnia ciekawych obserwacji. Ludzie wydają się całkowicie inni. Szczególnie Ci upojeni wrażeniami sobotniej nocy.

Najpierw kawa i pisanie przy stoliku, a później ruszam przed siebie. Czasami z kimś pogadam podczas wędrówki, a innym razem wejdę do klubu przywitać się z bawiącymi tam niewiastami. Jeżeli chciałbyś mnie poznać i porozmawiać to wypatruj gościa z notatnikiem w warszawskich kawiarniach po północy. W sobotę lub piątek. Nie twierdzę, iż znajdziesz mnie tam co tydzień. Mam też inne sprawy i czasami ten rytuał wdrażam w innych miastach. Masz jednak na to sporą szansę.
Jak zawsze, zachęcam do polubienia Fanpgae, by być na bieżąco:

fb_icon_325x325

I na koniec, Izabella 😉
18fe69d82eaf



Close