Jestem Meks. Witaj w mojej piaskownicy.

Jestem Meks. Witaj w mojej piaskownicy.

Kurs uwodzenia – wspomnienia z początków

Witaj

Dawno nie pisałem nic na temat poznawania i uwodzenia kobiet. Postanowiłem opublikować opis jednej z moich pierwszych akcji sprzed kilku lat. Być może Cię to zainspiruje i zmotywuje do podchodzenia do kobiet w dzień, więc zapraszam najmocniej.

Spis wszystkich wątków związanych z uwodzeniem:

 

Daj znać w komentarzach czy wrzucać więcej tego typu treści, bym wiedział, że jest sens.  Będzie mi również miło jeżeli polubisz mój Fanpage:

https://www.facebook.com/piaskownicameksa/

18 lutego

Dziś jest ten dzień. Siedemdziesiątego piątego dnia moje treningu wreszcie mam umówioną randkę z nieznajomą dziewczyną poznaną w ciągu dnia. Niektórzy powiedzą, że długo mi to zajęło. Ja jednak jestem zadowolony gdy pomyślę, że jeszcze miesiąc temu niewyobrażalnym osiągnięciem było dla mnie otrzymanie numeru telefonu od obcej dziewczyny. Marlenę poznałem w Złotych Tarasach 13ego lutego i przed spotkaniem wiedziałem o niej tylko tyle, że lubi rockową muzykę, a jej tyłek idealnie pasuje do jej bordowych jeansów. Zadzwoniłem do niej dwa dni później, a po czterech dniach spotkaliśmy się w mojej ulubionej knajpce na Chmielnej. (Nie zwracajcie uwagę na chronologię. Te zasady, że należy zadzwonić po takim i takim czasie są już dawno przestarzałe.)

Samą rozmowę można zaliczyć do przyjemnych. Marlena miała 23 lata i była mocno wyluzowana. Przez cały czas się uśmiechała, a dodatkowo dzięki zainteresowaniom, wykonywanej pracy oraz studiom sprawiała wrażenie naprawdę ciekawej osoby. Dzień później odezwałem się do niej, a po odpowiedzi można odnieść wrażenie, że ciąg dalszy nastąpi. Zresztą, nawet gdybyśmy mieli się więcej nie zobaczyć to ta konkretna randka dała mi do zrozumienia, że podchodzenie w dzień ma naprawdę sens i trzeba działać dalej. Szczególnie, że dopiero zacząłem się rozkręcać, a mimo 75u dni poświęconym na podchodzenie o telefon zapytałem się dopiero osiem dziewczyn. Jak na taką liczbę prób, jedna randka jest według mnie, bardzo dobrym wynikiem. Gdybym stosował „Rules of the game” Neila Straussa to w tym momencie byłbym już wygrany.

Z Marleną pożegnałem się około 20:30, więc było jeszcze trochę czasu na podejścia. Uznałem, że muszę wykorzystać ten czas. Szczególnie, że już byłem nakręcony rozmową i mój cel nie powinien sprawiać problemu. Niestety, ostatecznie nie podszedłem do żadnej dziewczyny. Już na samym starcie po wejściu do Złotych zauważyłem świetną brunetkę, którą oznaczyłem jako swój cel. W momencie gdy się do niej zbliżałem, zaczepił ją ktoś inny. Po typie jego podejścia, nie mogłem mieć złudzeń co do celu. On się nie pierdzielił jak ja tylko prosto z mostu przywalił, że dziewczyna mu się spodobała i zaczął z nią dalej iść. Potruchtałem za nimi chwilę. W tym momencie bardziej miałem nadzieję, że po odejściu dziewczyny będę miał możliwość porozmawiać z gościem. Gdy taki moment nastąpił i miałem do niego podejść, on nagle skręcił do holu z toaletami. Ewidentnie, to nie był mój dzień na podchodzenie. Do łazienki nie będę za nim szedł. Po tym wydarzeniu pokręciłem się jeszcze pół godziny po galerii i zauważyłem go znowu. Tym razem stał z kumplem. Podszedłem do nich i zapytałem czy mogę z nimi chwilę porozmawiać. Goście byli mocno otwarci i z radością mnie przywitali. Całkowicie odmienna reakcja od tej jaką mi zaserwował koleś z 13 lutego (dosyć buraczany motyw, więc go nie zamieszczam. Jeżeli chcecie bym go opublikował to dajcie znać w komentarzach.)

Porozmawialiśmy chwilę o taktykach jakie stosujemy, a po mojej propozycji wymiany kontaktów, podali swoje nazwiska i poprosili o dodanie do znajomych na FB. Zrobiłem to jeszcze przy nich.

11591016904_186e0619b4_b

Na sam koniec dnia popisałem jeszcze chwilę z kumplami w korespondencji grupowej. Tematem było wyjście na piwo i nowa dziewczyna jednego z ziomków zwanego Bulwą. Jak się okazało laska czytała tą korespondencję. Zareagowałem:

– Dajesz dziewczynie czytać wiadomości? Pantofel.

– Lepiej być pantoflem niż jechać na ręcznym. – Odpisał

Żołądź, którego ledwo znałem dołączył do dyskusji:

– Dokładnie. Podpisuje się. Ileż bym dal żeby być teraz czyimś pantoflem

Ja podekscytowany dzisiejszym wydarzeniem wrzuciłem:

– Żołądź, chodź ze mną na łowy do galerii i na pewno coś wyrwiesz.

Wszyscy kolesie poza jednym, którego najlepiej znam,  stwierdzili, że to dziwne i nie powinno się tak robić. Dziewczyna Polka nazwała to żałosnym zachowaniem. Ja z nimi nie dyskutowałem i nie przekonywałem, bo i tak swoje wiem. Przekonałem się, że warto i będę podchodzić dalej.

Tymczasem, tuż przed północą otrzymałem akceptację zaproszenia na Fejsie od dwóch ziomków ze Złotych Tarasów.

 



Close