W ostatnim czasie prezentowałem swoją firmę na pewnej konferencji. Poza niewątpliwymi plusami brania udziału w takim wydarzeniu jakimi są możliwości przedstawienia i zareklamowania własnej działalności, należy liczyć się z czymś totalnie mniej przyjemnym dla mnie, czyli publicznym wystąpieniem. Wiele osób uważa, że jestem śmiałym i pewnym siebie facetem. Po części przyznaję rację, bo tak właśnie się czuję. Jeżeli jednak chodzi o publiczne wystąpienia dla większego grona osób to jest to dla mnie dramat niczym jedzenie groszku przed Edwarda Nożycorękiego.

W czasie wymienionej konferencji zauważyłem pewną, sympatyczną, rudowłosą dziewczynę. Nie mogłem sobie odmówić możliwości podejścia i poznania jej. Gdy zaczęliśmy rozmawiać, okazało się, że pracuje w firmie, która będzie prezentować swój produkt w późniejszej części eventu*. Poczekałem cierpliwie, by zostać pozytywnie zaskoczonym podczas tego wystąpienia. Okazało się, że Ruda nie tylko prowadzi pokaz, lecz także świetnie sobie radzi z mikrofonem (jakkolwiek to brzmi). I mówiąc świetnie mam tu na myśli poziom niczym z telewizyjnych show** gdzie znane prezenterki starają się jak tylko mogą, by przyciągnąć widza.

Po wystąpieniu podszedłem do niej i z podziwem pogratulowałem rewelacyjnej prezentacji. Zapytałem jak ona to robi, że tak świetnie czuje się na scenie. Stwierdziła, że to zasługa szkoły i brania udziału we wszystkich szkolnych apelach. Właściwie to jej odpowiedź nie była czymś szczególnie zaskakującym. Każde, nawet najtrudniejsze zajęcie, odpowiednio trenowane rozwija się z czasem do odpowiedniego poziomu, by nie sprawiała nam już problemu.

Piszę te słowa, ponieważ przed chwilą przekonałem się na własnej skórze, że tak właśnie rozwijają się pewne umiejętności. Dzisiaj, w tłusty czwartek, odbyłem rozmowę, która jeszcze kilka lat temu byłaby dla mnie ogromnym wyzwaniem. Ja i mój wspólnik rozmawialiśmy z pewną, szwajcarską firmą na temat ewentualnych warunków współpracy. My dwaj siedzieliśmy otoczeni przez czterech, wysoko postawionych w korporacyjnej hierarchii panów. Oczywiście, cały meeting odbywał się po angielsku, a poziom rozmowy był odpowiednio wysoki w porównaniu z niedużymi lub średniej wielkości firmami, z którymi do tej pory negocjowaliśmy umowy.

Jeszcze jakiś czas temu tego typu rozmowa byłaby dla mnie, niewątpliwie, bardzo stresującym wydarzeniem. I nie będę ukrywał, że dziś również czułem pewne obawy. Spowodowane były jednak tym, że tydzień temu miałem operację i poza opatrunkiem na moim uchu, który powoduje pewien dyskomfort, doszedł jeszcze czynnik tego, że przez prawie tydzień nigdzie nie wychodziłem. Nie miałem zbyt dużej okazji do rozmów, więc mój komunikacyjny flaw**** mógł się czuć lekko zagubiony. Jednak dzisiaj, po wielu latach rozmów rekrutacyjnych, spotkaniach z klientami i w korporacji w której kiedyś pracowałem, czułem się jak u siebie w domu. Pamiętam jak kilka lat temu ubiegałem się o pracę w pewnej korporacji. Dwóch panów odpytywało mnie po angielsku na temat moich doświadczeń i umiejętności, a ja w wyniku stresu zalewałem się potem. Te czasu już dawno minęły, a dzięki odpowiedniemu treningowi mam opanowane tego typu spotkania do perfekcji.

W tym momencie wracamy do dosyć oczywistego, lecz często zapominanego wniosku, że każda umiejętność, jakkolwiek trudna by nie była, może zostać wytrenowana i odpowiednio poprawiona. Nie ważne jaki cel byśmy nie mieli. Rozkręcenie biznesu, rozwinięcia swojej pewności podczas rozmowy rekrutacyjnej czy w kontaktach z dziewczynami. Każdy zajęcie można wytrenować jak sportowiec dyscyplinę, w której startuje. Jeżeli chodzisz regularnie na siłownię to przypomnij sobie jak wyglądał Twój pierwszy dzień w tym właśnie miejscu. Pewnie byłeś przestraszony i nie wiedziałeś jak posługiwać się poszczególnymi przyrządami. Mam kumpla, który przy pierwszym wejściu na bieżnię, zaliczył ostry upadek. Nie poddał się i dzisiaj czuje się na „siłce” pewnie jak u siebie. Wszystko jest kwestią praktyki. Jeżeli dziś jakaś czynność wzbudza w Tobie obawy to zacznij ją robić. Najpierw małymi kroczkami, by w końcu zostać mistrzem. Zachęcam do takiej strategii, a ja zabieram się do trenowania przemówień w większym gronie.

Odnośnie tematu tłustego czwartku. Czy Wy już wyrobiliście swoją, dzisiejszą porcję słodkości? Ja rok temu dobiłem do ośmiu pączków. W tym, postanowiłem olać bicie rekordów i poprzestać na jednej sztuce i kliku faworkach. Dajcie znać w komentarzach jaki jest Wasz najlepszy wynik tego dnia.

 

dunkin-donuts-0004-1329688-1600x1200

 

*Mimo iż, nie jestem fanem wciskania wszędzie angielskich zwrotów to jednak tym razem robię wyjątek. Mój sztab marketingowy, który stoi za tym blogiem zasugerował, by w ten sposób spróbować przyciągnąć korpoludków. Sami wiecie, ta strona jest nowym tworem i trzeba sobie radzić.

**Marketing trwa.

*** Aha. Tak, dajemy radę.

**** To już ostatni raz, bo zaraz zacznie mi brakować gwiazdek.

Jak zawsze, zachęcam do odwiedzenia portali społecznościowych:
fb_icon_325x325pinterest_1475538227_280instagram_askomputer
Close