natural-and-heatlhy-food

Co jeść na diecie? (Dieta vol.3)

Czołem
Dawno nie pisałem o sobie. No, może poza „Z życia Meksa”. Aczkolwiek, ten cykl to dalsze dzieje, więc się nie liczy.
Jakiś czas temu informowałem o swojej diecie. W pewnym momencie moja waga osiągnęła punkt krytyczny 102 kilogramów. Dokładnie tak. 102 kg! Musiałem coś z tym zrobić, więc by się porządnie zmotywować, zacząłem publikować opis mojej diety na blogu oraz Facebooku. Niestety, zabrakło mi czasu, by robić systematycznie. A jeżeli mam publikować byle jakie materiały to wolę nie robić tego wcale. Mimo wszystko, brak aktualizacji o odchudzaniu nie oznacza wcale, iż zarzuciłem dietę. Oj, nie. Dieta ma się całkiem dobrze. Fakt, nie ma tu mowy o jakimś spektakularnym wyniku w stylu tanich portali jak „Zrzuciła 8 kilogramów w miesiąc. Sprawdź jak to zrobiła.” Wręcz przeciwnie, ja bazuję na zdrowej diecie. Nigdzie się nie śpieszą, bo wiem, iż cierpliwość zostanie nagrodzona. Przede wszystkim, brakiem „efektu jojo”. Popularne i błyskawiczne diety bardziej wyniszczają organizm niż pomagają.

 

Bez zbędnego przeciągania, niektórzy mogą się zastanawiać jaki wynik udało mi się osiągnąć. Obecnie jest to waga 96,3 kg. Ostatnio gdy informowałem o moich postępach był 7 czerwca. Waga z tamtego okresu to 98,5 kg. Mam więc 2,5 kg mniej w niecałe 5 miesięcy. Ponadto, od początku rozpoczęcia diety, czyli 4 maja udało mi się schudnąć aż 5,8 kilograma. I z tego wyniku mogę być naprawdę zadowolony!
Tak jak wspominałem, wynik nie jest mocno spektakularny. Mimo wszystko, ja jestem szczęśliwy z postępów. Przede wszystkim, wykres mojej wagi ma ewidentnie tendencję spadkową:

waga_2017
Do tego, jestem o krok od przebicia bariery 95 kg. Grunt, by wyrobić się przed Bożym Narodzeniem 😉

Jeżeli ktoś podobnie jak ja prefereuje zdrowe, systematyczne i jednocześnie skuteczne podejście do tematu to zdecydowanie powinien zmienić swoją nawyki żywieniowe. W końcu, dietetycznie to niekoniecznie musi być równoznaczne z głodówką i niesmacznym jedzeniem. Wręcz przeciwnie. Przez ostatnie pół roku tak się akurat złożyło, iż miałem kilka zdrowotnych niespodzianek. Choćby opisana przeze mnie wizyta w szpitalu czy coś z czym męczyłem się na przełomie września i października, czyli kontuzją stopy. Co prawda, już mnie poskładali jednak w dalszym ciągu muszę ją oszczędzać. Ponadto, szykuje mi się kolejna operacja, więc niestety ciężko wspomagać sportem moje tegoroczne odchudzanie.

W związku z tym, mocny nacisk postawiłem na zdrowe odżywianie. Przede wszystkim, systematycznie od jakiegoś czasu kasują z mojego pożywienia wszelkiego rodzaju niezdrowe produkty. Wszelkie chipsy, orzeszki słone czy słodycze staram się odstawić w kąt. Nie ukrywam, iż jest to dla mnie niezwykle trudne. Szczególnie na początku odstawienie chipsów czy słodkości. Na pocieszenie wszystkich, którzy mają podobny problem dodam, iż po jakimś czasie staje się to coraz bardziej łatwe. Polecam metodę Kaizen, czyli podejście małych kroczków. By wdrożyć coś takiego w życie postanowiłem na początku zrobić sobie „challenge”. 30 dni bez cukierków. Po tygodniu dodałem drugi. 30 dni bez chipsów. Po tygodniu następny. Gdy minął miesiąc pierwszego wyzwania to po jednym dniu przerwy i możliwości zjedzenia w końcu Michałków, ponowiłem go o kolejne 30 dni. Tym razem jednak podnosząc poprzeczkę i zabraniając sobie jedzenia ciasta. Po jakimś czasie tych wyzwań miał już na tyle dużo, iż można było wysunąć następujące wnioski:
1. 30 dni bez konkretnego produktu przestało stanowić już wyzwanie.
2. Tych 30-dniowych wyzwań było na tyle dużo, iż ciężko było wszystkie spamiętać i wytworzyłem sobie zbyt dużo biurokratyzacji, by to wszystko kontrolować.

W związku z tym, przerwałem to na początku października zlikwidowałem większość wyzwań. Pozostawiłem jedynie dwa:
1. Brak słodyczy przez określoną liczbę dni.
2. Brak śmieciowego jedzenia przez określoną liczbę dni.
Określona liczba dni w tym przypadku to 20. Z czasem zamierzam dodawać kolejne, by podnosić sobie jak najwyżej poprzeczkę. Odnośnie śmieciowego jedzenia zaliczam do niego wszelkie niezdrowe i często chemiczne produkty. Przykładowo, wspomniane wcześniej chipsy, krakersy, fast foody.

Czy są jakieś rezultaty takiego typu podejścia? Jak najbardziej. Zauważyłem, iż obecnie gdy przytrafi mi się większe obżarstwo podczas jakieś imprezy w weekend to zdecydowanie szybciej waga wraca do wcześniejszego stanu Poprzednio był to zdecydowanie bardziej mozolny proces. Nie jestem dietetykiem, jednak z tego co wyczytałem to mniejsza ilość cukrów w moim organizmie powoduje takie rezultaty.

A jakie potrawy w takim razie jeść? Tak, by było jednocześnie smacznie, lekko i zdrowo? Oj, tego jest dużo. Poniżej drobne przykłady:
– Krem w pomidorów z mozzarella
– Kurczak w imbirze i mleku kokosowym
– Sałatka z moją magiczną mikstura, o której pisałem w moich poprzednich dziennikach żywieniowych.
Jeżeli będzie zainteresowanie to opublikuję listę moich wszystkich potraw na dietę wraz z linkami do przepisów.

swim163_tk1_0683_rawdwmfinal1920

 

Jak zawsze, zachęcam do odwiedzenia portali społecznościowych:
fb_icon_325x325pinterest_1475538227_280instagram_askomputer